Ciemność zaczęła się rozpływać. Najpierw powoli potem coraz szybciej. Wreszcie doszły mnie głosy. Nie otwierałam oczu. -...naprawdę nic nie znaleźliście? - zapytał szorstki, kobiecy głos -Nie nic pani detektyw - odparł posłusznie jakiś chłopak. - Żadnej legitymacji, paszportu czy nawet komórki? Myślałam że w tych czasach nie ma dzieciaka bez telefonu. - Niestety nie, może telefon został w samochodzie, a on - nie, to nie był chłopak, to zdecydowanie mężczyzna z pewnością mocno po czterdziestce sądząc po chrypie i oschłości głosu. Ciche kliknięcie. Ktoś otworzył drzwi. - Ono wie pani wybuchło - dokończył - Tak, a to znaczy że póki ta dziewczyna się nie obudzi jesteśmy w kropce. Nie możemy jej znaleźć w żadnej bazie danych, a to jest podejrzane. Ta dziewczyna jakby nie istniała. - głosy stopniowo zaczęły cichnąć, a wkrótce całkiem zamilkły.
Czyli ktoś miał wypadek? I dlaczego oni rozmawiali o tym przy mnie? Hmm tak naprawdę nie mam nawet pojęcia gdzie jestem, ale zaraz JA? Kim ja jestem? Jak się nazywam? Ile mam lat? Co się tu do jasnej cholery dzieje?!
Spróbowałam się podnieść, ale po chwili zdałam sobie sprawę że moje ciało jest bardzo ciężkie i obolałe. Opadłam z powrotem na poduszki. Ałła! Wszystko mnie boli! Ostrożnie (by nie wywołać kolejnej fali bólu) rozejrzałam się po pokoju. Był niewielki, jego ściny miały neutralny, beżowy kolor, a na środku stało łóżko (na którym leżałam). Stały koło niego dwie półeczki z lampkami i zegarkiem. Na przeciwległej ścianie były dwie pary drzwi. Jedne były otwarte i wypadały na krótki, biały korytarz. Zaraz, zaraz czy to przypadkiem nie jest szpital? W moich podejrzeniach utwierdziły mnie kroplówki, masa dziwnych aparatów medycznych i to miarowe pikanie które potrafi doprowadzić człowieka do szału, a jednocześnie podtrzymuje przy życiu. Mój umysł najwyraźniej pracował na bardzo wolnych obrotach, bo potrzebowałam kilkunastu minut żeby ułożyć to wszystko w całość.
To ja! To ja miałam wypadek! Ale dlaczego? Co się stało? Nic nie pamiętam. Rozmyślałam o tym jeszcze trochę i znów zasnęłam.
Kolejne wybudzenie nie było już takie trudne. Od razu otworzyłam oczy. W pokoju nie byłam sama. Jakaś kobieta, pielęgniarka sądząc po białym uniformie i czapeczce z czerwonym krzyżykiem majstrowała przy kroplówce. Spojrzała na mnie gwałtownie. - C co się dzieje? - wymamrotałam. Jej ruchy z wolnych i niedbałych zmieniły się w zwinne i fachowe. Szybko podeszła do półki, wzięła z niej, jakieś urządzenie i powiedziała do niego. - Doktorze pacjentka nareszcie się obudziła.- zameldowała po czym usiadła na materacu kolo mnie i zaczęła głaskać po głowie jak jakiegoś bachora (osobiście nie lubię dzieci). -Już złotko, doktor zaraz przyjdzie. - Wody - zaskrzeczałam nie zdając sobie z tego sprawy ale jak o tym pomyśleć naprawdę chciało mi się pić. - Tak za moment - do pokoju wpadła grupa ludzi. Na jej czele stał mężczyzna wysoki, czarnowłosy po trzydziestce. Za nim szła armia pielęgniarek i jeszcze jedna kobieta ubrana w długi czarny prochowiec, spodnie i buty tego samego koloru. Matko nie rozumiem po co dziewczyny noszą się cale na czarno. Wcale nie wyglądają w tym szczuplej tylko jak jakieś trupy. Poza tym była dość ładna. Jej brązowe włosy spadały do ramion, a zielone oczy patrzyły na mnie podejrzliwie. Mężczyzna podszedł do mnie i poświecił w oczy latarkom. - Jestem doktor Wilson, a ty jak masz zna imię? - mówiąc to kontynuował swoje dziwne badania. - Nie - zająknęłam się - nie wiem. - Wzrok kobiety w czerni zmienił się z zaciekawionego na zirytowany. Doktor potaknął.- Wiesz co ci się stało? - Skończył właśnie badania i podszedł do komody. Wziął z niej szklankę wody po czym mi ją podał. Zanim szklanka dotarła do moich rąk zdołałam pokręcić głową. Po czym wypiłam ją trzema łykami. Moje gardło nareszcie skończyło udawać papier ścierny! -A pamiętasz coś sprzed wypadku? - kontynuował - Nie... ale jakiego wypadku? - zapytałam.Wilson spojrzał na mnie współczująco. - Tak jak myślałem amnezja i to gorsza niż sądziłem.Ona nie pamięta niczego nie tylko tej nocy. - A nie da się z niej czegoś wyciągnąć? Znaczy się podstawowych informacji, nazwiska, miejsca zamieszkania. To by się nam przydało w jej identyfikacji. - Och co za wredna małpa! Czy nie da się ze mnie wyciągnąć informacji? Kobieto ja tu jestem! - Co tu się dzieje!? - zażądałam odpowiedzi, a dla podkreślenia swoich słów podniosłam się do pozycji siedzącej. Wszyscy spojrzeli na mnie jakby właśnie przypomnieli sobie o mojej obecności. - Moglibyście wyjść, proszę? - zapytał doktor - Muszę z nią porozmawiać - Upierała się detektyw. - Zapewniam, niczego się teraz pani nie dowie. - po około dwóch minutach wszyscy oprócz mnie i doktora opuścili pokój. - Nie wybrałaś sobie najlepszej chwili na pobudkę młoda damo. Obudziłaś się właśnie wtedy gdy była u nas detektyw Anderson. - zaczął. To chyba miało mnie rozbawić ale zdołałam jedynie potaknąć. - Hmm nie wiem za bardzo jak, a raczej co mam ci wytłumaczyć, bo naprawdę mało wiemy. Podejrzewam że masz na imię Elain. - uśmiechnął się - to tylko podejrzenia, miałaś tak podpisany wisiorek. - ciekawe czy go odzyskam? - Jest w szafce tak jak ciuch na zmianę. - westchną - A co do tej tragedii z wypadkiem - przerwał na chwile - nie wiemy zbyt wiele. Zapadał zmrok, a widoczność była ograniczona przez mgłę. Wjechaliście w drzewo. - powiedział. Zaraz, zaraz powiedział "wjechaliście" ? Kto to MY? Znaczy raczej ci ONI. - Był tam ktoś ze mną? - zapytałam - Tak dwójka ludzi. Podejrzewamy że to twoi rodzice. Nie żyją. - o nie, nie, nie, nie to po prostu nie może być prawda. Ale... dlaczego rozpaczam za stratom kogoś kogo nawet nie pamiętam? Ludzie umierają codziennie. No ale to przecież byli moi rodzice to że ich nie pamiętam nie zmienia że mnie wychowali. Moje rozmyślania przerwał doktor. - Jak będziesz czegoś potrzebowała to użyj tego - podniósł z szafki to samo urządzonko co wcześniej pielęgniarka - Coś wymyślę żeby pani detektyw dała sobie dzisiaj spokój z odpytywaniem cię ale dłużej jej nie przetrzymam. - Dziękuje.
Hmm ten Wilson jest całkiem OK, ale ta Anderson to okropna baba.
Czyli...miałam wypadek, zginęli moi rodzice których całkiem nie pamiętam, chyba mam na imię Elain, nikt nie wie nic o mojej pozostałej rodzinie. Lepsze to niż nic. Leżałam tak jeszcze przez chwila, a potem podjęłam kolejną (tym razem udaną) próbę wstania z łóżka. Ostrożnie podeszłam do drzwi które jeszcze nie zostały otworzone przy mnie. Tak jak podejrzewałam : łazienka. Podeszłam do lustra. Patrzyła na mnie z niego zamglonym wzrokiem dwójka zielonych oczu. Dziewczyna była śliczna. Miała długie, gęste rzęsy i błyszczące blond włosy. Jej pełne usteczka na znak zdziwieni ukorzyły się na kształt litery o. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, a dziewczyna zrobiła to samo. O Boże jestem śliczna! Nie mogąc nadziwić się własnej urody podeszłam do szafki. Wzięłam z niej pilota. Było na nim dużo guzików ale jeden z napisem obsługa najbardziej przyciągnął mają uwagę. Nacisnęłam go. - Tak? - powiedział głos z głośniczka - Yyy mogę poprosić o coś do jedzenia? - byłam bardzo głodna - Naturalnie. Numer pokoju? - rozejrzałam się i ujrzałam na drzwiach numerek - 48 - powiedziałam, a po chwili usłyszałam ciche kliknięcie ogłaszające koniec połączenia. To jest na prawdę dobrze wyposażony ośrodek. Ciekawe gdzie jestem?
Nie wiedziałam co z sobą zrobić do czasu przyniesienia obiadu. Po chwili postanowiłam wziąć prysznic. Gdy skończyłam czekała na mnie już taca z posiłkiem. Zjadłam go w przeciągu dziesięciu minut. Był pyszny, nie jak normalny obiad w szpitalu. Potem zajrzałam do szafki w której powinny być ciuch. Znalazłam w niej dżinsowe rurki, białą koszule, kirka par bielizny i piękny otwierany wisiorek. W środku pisało "Dla naszej Elain". Ubrałam się. Po chwili pilocik zapikał. Podeszłam do niego i zobaczyłam że jeden guzik świeci na czerwono. Nacisnęłam go. Z głośnika wydobył się dźwięk. - Elain przepraszam ale nie zdołałem powstrzymać pani Anderson. Zaraz przyjdzie po ciebie jej asystent. - I się rozłączył. No świetnie...
wtedy ktoś zapukał do drzwi. - Proszę! - krzyknęłam. Do środka wszedł niski, łysiejący koleś. - Dobrze że się ubrałaś, muszę cie zabrać na przesłuchanie. - oznajmił, a po głosie poznałam że to ten sam człowiek który rozmawiał z detektyw gdy ja byłam na wpół przytomna. Potem bez ceregieli wyszedł z pokoju.
To ja! To ja miałam wypadek! Ale dlaczego? Co się stało? Nic nie pamiętam. Rozmyślałam o tym jeszcze trochę i znów zasnęłam.
Kolejne wybudzenie nie było już takie trudne. Od razu otworzyłam oczy. W pokoju nie byłam sama. Jakaś kobieta, pielęgniarka sądząc po białym uniformie i czapeczce z czerwonym krzyżykiem majstrowała przy kroplówce. Spojrzała na mnie gwałtownie. - C co się dzieje? - wymamrotałam. Jej ruchy z wolnych i niedbałych zmieniły się w zwinne i fachowe. Szybko podeszła do półki, wzięła z niej, jakieś urządzenie i powiedziała do niego. - Doktorze pacjentka nareszcie się obudziła.- zameldowała po czym usiadła na materacu kolo mnie i zaczęła głaskać po głowie jak jakiegoś bachora (osobiście nie lubię dzieci). -Już złotko, doktor zaraz przyjdzie. - Wody - zaskrzeczałam nie zdając sobie z tego sprawy ale jak o tym pomyśleć naprawdę chciało mi się pić. - Tak za moment - do pokoju wpadła grupa ludzi. Na jej czele stał mężczyzna wysoki, czarnowłosy po trzydziestce. Za nim szła armia pielęgniarek i jeszcze jedna kobieta ubrana w długi czarny prochowiec, spodnie i buty tego samego koloru. Matko nie rozumiem po co dziewczyny noszą się cale na czarno. Wcale nie wyglądają w tym szczuplej tylko jak jakieś trupy. Poza tym była dość ładna. Jej brązowe włosy spadały do ramion, a zielone oczy patrzyły na mnie podejrzliwie. Mężczyzna podszedł do mnie i poświecił w oczy latarkom. - Jestem doktor Wilson, a ty jak masz zna imię? - mówiąc to kontynuował swoje dziwne badania. - Nie - zająknęłam się - nie wiem. - Wzrok kobiety w czerni zmienił się z zaciekawionego na zirytowany. Doktor potaknął.- Wiesz co ci się stało? - Skończył właśnie badania i podszedł do komody. Wziął z niej szklankę wody po czym mi ją podał. Zanim szklanka dotarła do moich rąk zdołałam pokręcić głową. Po czym wypiłam ją trzema łykami. Moje gardło nareszcie skończyło udawać papier ścierny! -A pamiętasz coś sprzed wypadku? - kontynuował - Nie... ale jakiego wypadku? - zapytałam.Wilson spojrzał na mnie współczująco. - Tak jak myślałem amnezja i to gorsza niż sądziłem.Ona nie pamięta niczego nie tylko tej nocy. - A nie da się z niej czegoś wyciągnąć? Znaczy się podstawowych informacji, nazwiska, miejsca zamieszkania. To by się nam przydało w jej identyfikacji. - Och co za wredna małpa! Czy nie da się ze mnie wyciągnąć informacji? Kobieto ja tu jestem! - Co tu się dzieje!? - zażądałam odpowiedzi, a dla podkreślenia swoich słów podniosłam się do pozycji siedzącej. Wszyscy spojrzeli na mnie jakby właśnie przypomnieli sobie o mojej obecności. - Moglibyście wyjść, proszę? - zapytał doktor - Muszę z nią porozmawiać - Upierała się detektyw. - Zapewniam, niczego się teraz pani nie dowie. - po około dwóch minutach wszyscy oprócz mnie i doktora opuścili pokój. - Nie wybrałaś sobie najlepszej chwili na pobudkę młoda damo. Obudziłaś się właśnie wtedy gdy była u nas detektyw Anderson. - zaczął. To chyba miało mnie rozbawić ale zdołałam jedynie potaknąć. - Hmm nie wiem za bardzo jak, a raczej co mam ci wytłumaczyć, bo naprawdę mało wiemy. Podejrzewam że masz na imię Elain. - uśmiechnął się - to tylko podejrzenia, miałaś tak podpisany wisiorek. - ciekawe czy go odzyskam? - Jest w szafce tak jak ciuch na zmianę. - westchną - A co do tej tragedii z wypadkiem - przerwał na chwile - nie wiemy zbyt wiele. Zapadał zmrok, a widoczność była ograniczona przez mgłę. Wjechaliście w drzewo. - powiedział. Zaraz, zaraz powiedział "wjechaliście" ? Kto to MY? Znaczy raczej ci ONI. - Był tam ktoś ze mną? - zapytałam - Tak dwójka ludzi. Podejrzewamy że to twoi rodzice. Nie żyją. - o nie, nie, nie, nie to po prostu nie może być prawda. Ale... dlaczego rozpaczam za stratom kogoś kogo nawet nie pamiętam? Ludzie umierają codziennie. No ale to przecież byli moi rodzice to że ich nie pamiętam nie zmienia że mnie wychowali. Moje rozmyślania przerwał doktor. - Jak będziesz czegoś potrzebowała to użyj tego - podniósł z szafki to samo urządzonko co wcześniej pielęgniarka - Coś wymyślę żeby pani detektyw dała sobie dzisiaj spokój z odpytywaniem cię ale dłużej jej nie przetrzymam. - Dziękuje.
Hmm ten Wilson jest całkiem OK, ale ta Anderson to okropna baba.
Czyli...miałam wypadek, zginęli moi rodzice których całkiem nie pamiętam, chyba mam na imię Elain, nikt nie wie nic o mojej pozostałej rodzinie. Lepsze to niż nic. Leżałam tak jeszcze przez chwila, a potem podjęłam kolejną (tym razem udaną) próbę wstania z łóżka. Ostrożnie podeszłam do drzwi które jeszcze nie zostały otworzone przy mnie. Tak jak podejrzewałam : łazienka. Podeszłam do lustra. Patrzyła na mnie z niego zamglonym wzrokiem dwójka zielonych oczu. Dziewczyna była śliczna. Miała długie, gęste rzęsy i błyszczące blond włosy. Jej pełne usteczka na znak zdziwieni ukorzyły się na kształt litery o. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, a dziewczyna zrobiła to samo. O Boże jestem śliczna! Nie mogąc nadziwić się własnej urody podeszłam do szafki. Wzięłam z niej pilota. Było na nim dużo guzików ale jeden z napisem obsługa najbardziej przyciągnął mają uwagę. Nacisnęłam go. - Tak? - powiedział głos z głośniczka - Yyy mogę poprosić o coś do jedzenia? - byłam bardzo głodna - Naturalnie. Numer pokoju? - rozejrzałam się i ujrzałam na drzwiach numerek - 48 - powiedziałam, a po chwili usłyszałam ciche kliknięcie ogłaszające koniec połączenia. To jest na prawdę dobrze wyposażony ośrodek. Ciekawe gdzie jestem?
Nie wiedziałam co z sobą zrobić do czasu przyniesienia obiadu. Po chwili postanowiłam wziąć prysznic. Gdy skończyłam czekała na mnie już taca z posiłkiem. Zjadłam go w przeciągu dziesięciu minut. Był pyszny, nie jak normalny obiad w szpitalu. Potem zajrzałam do szafki w której powinny być ciuch. Znalazłam w niej dżinsowe rurki, białą koszule, kirka par bielizny i piękny otwierany wisiorek. W środku pisało "Dla naszej Elain". Ubrałam się. Po chwili pilocik zapikał. Podeszłam do niego i zobaczyłam że jeden guzik świeci na czerwono. Nacisnęłam go. Z głośnika wydobył się dźwięk. - Elain przepraszam ale nie zdołałem powstrzymać pani Anderson. Zaraz przyjdzie po ciebie jej asystent. - I się rozłączył. No świetnie...
wtedy ktoś zapukał do drzwi. - Proszę! - krzyknęłam. Do środka wszedł niski, łysiejący koleś. - Dobrze że się ubrałaś, muszę cie zabrać na przesłuchanie. - oznajmił, a po głosie poznałam że to ten sam człowiek który rozmawiał z detektyw gdy ja byłam na wpół przytomna. Potem bez ceregieli wyszedł z pokoju.
Nie miałam innej możliwościwyszłam za nim,miałam dziwne przeczucie że idę prosto w paszczę lwa.Wyjątkowo wrednego lwa.
Polecam mojego <3 http://marzenia-nastolatki-book.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńFajne ;)
OdpowiedzUsuń